Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 lipca 2013

drożdżówka sypana z jagodami, czyli leniwa etiuda lipcowa


Bez zbędnych wyjaśnień. Wracam, jak gdyby nigdy nic... ;-)
Po niedosycie truskawkowym w czerwcu, pilnie staram się nie przegapić reszty tego lata. Oczywiście w wakacyjnym klimacie - nie przepracowując się zbytnio, by oszczędzać siły do jeszcze dość odległego urlopu.
Przepis (z moimi zmianami) od Ewy Wachowicz - jedyny jej, jaki do tej pory wcieliłam w życie. Choć gotuje raczej nie w moim stylu, oglądam jej program z perwersyjną przyjemnością ;-)

Składniki:

Ciasto
- 100 g drożdży
- 1 szklanka cukru
- cukier wanilinowy (w końcu to ciasto w wersji ekonomicznej)
- 4 jajka
- 2/3 szklanki oleju
- 1 szklanka mleka
- 4 szklanki mąki
- szczypta soli

Kruszonka
- 1 szklanka mąki
- 1/2 szklanki cukru
- 100 g masła

Owoce
- w zależności od upodobania i poru roku: jagody, truskawki, wiśnie, śliwki, rodzynki

Do miski rozkruszyć drożdże, na drożdże wysypać cukier i cukier wanilinowy, następnie kolejno: jajka (roztrzepane widelcem), olej, mleko (w niektórych wersjach przepisu ma być ciepłe, ale ja dałam prosto z lodówki i też było OK), mąkę (przesianą) i sól. Przykryć ściereczką i odstawić na 3 godziny. Po tym czasie drożdże powinny "przebić" się ponad mąkę.
Na kruszonkę masło posiekać z mąką i cukrem. Przechowywać w lodówce.
Po podanym czasie składniki w misce wymieszać łyżką na gładkie ciasto i przełożyć do blaszki wysmarowanej tłuszczem, na to ułożyć owoce (rodzynki wsypać do ciasta podczas mieszania) i posypać kruszonką. Piec około godziny w 200 st. C (czas pieczenia i temperatura uzależnione od piekarnika - w moim było idealnie, u mamy za bardzo się spiekło - radzę uważnie obserwować).
Czasami gdy robię wersję z rodzynkami, do kruszonki dodaję trochę cynamonu. Podczas pieczenia pachnie obłędnie.



wtorek, 16 października 2012

babeczki z dynią, czyli o przyjemności odnalezionej w powtarzalności


Moje październikowe zmagania z dynią to już swoisty rytuał. Lubię je, choć są nieco wyczerpujące fizycznie ;-) Tegoroczny festiwal dyni zaczynam w ten sposób.
Przepis: improwizowany, bardzo swobodnie oparty na tym

Składniki:

- 2 szklanki mąki
- 2 szklanki surowej dyni startej na drobnych oczkach
- 2 jajka
- 1/2 szkl. miodu
- 1/2 szkl. oleju
- 1/2 szkl. mleka
- 1/2 szklanki rodzynek
- starty świeży imbir (kawałek wielkości mniej więcej kciuka)
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1/2 łyżeczki kardamonu
- szczypta gałki muszkatołowej
- szczypta soli
- 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
- pestki dyni
- cukier puder do oprószenia

Mąkę przesiać i wymieszać z pozostałymi sypkimi składnikami. Dodać miąższ dyni, rodzynki i składniki płynne. Nałożyć do wybranych foremek w ok. 2/3 wysokości. Posypać pestkami dyni. Piec w piekarniku nagrzanym do 200 st. C ok. 20 min.
Po wystudzeniu ewentualnie posypać cukrem pudrem.

Z podanych składników wyszło 20 babeczek.




niedziela, 14 października 2012

ciasto z jabłkami i żurawiną, czyli... krótko i na temat


Idealne. Nie dość, że pyszne, to jeszcze zupełnie nie ma w nim tłuszczu.
Jest ciasto, jest dobrze - jak mawiał poeta.
Przepis stąd (z moimi zmianami).

Składniki:

- 3 duże jabłka
- 100 g świeżej (lub mrożonej) żurawiny
- 1 jajko
- 1 szkl. mąki
- 1/2 szkl. cukru (+ 2 łyżki do posypania)
- 2 łyżki mleka (i ciut jeśli nadal jest gęsto)
- 50 g migdałów w płatkach
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżeczki kardamonu
- szczypta soli

Jabłka obrać, pokroić na plastry. Wszystkie składniki ciasta wymieszać (wystarczy łyżką), dodać jabłka i część migdałów. Przełożyć do małej tortownicy (22 cm) wyścielonej papierem do pieczenia. Wierzch posypać żurawinami i resztą migdałów. Ciasto piec w temp. 200 st. C przez ok. 50 minut (do tzw. "suchego patyczka"). Przed podaniem wierzch posypać cukrem.


czwartek, 12 maja 2011

muffiny dla teściowej czyli Aniulla ekspresowo



Dzisiejszy wpis to bardziej pomysł niż przepis, ekspresowy jak samo wykonanie.
O muffinach pisałam już wielokrotnie, przepis podstawowy na czekoladowe ciasto możecie znaleźć np. tu (w tej sytuacji pomijacie oczywiście śliwki i piernikową przyprawę ;-)).
Reszta zaklęcia to polewa ze stopionej białej czekolady (rozpuszczonej koniecznie w kąpieli wodnej!) oraz połówka truskawki na czubku.
Całość można wyczarować w popołudniową godzinkę, po powrocie z pracy, i z dumą zanieść przewzruszonej już-prawie-tuż-tuż-teściowej na urodzinową herbatkę jeszcze tego samego wieczoru. Ogrom wywołanej radości jest niewspółmierny do włożonego wysiłku. Warto. :-)



Inspiracja: bliżej nieokreślony program na Kuchnia.tv widziany już dobrą chwilę temu.

niedziela, 1 maja 2011

śliwka, marcepan i czekolada, czyli wielkanocne reminiscencje



Znów zaniedbałam bloga. Mój mały głód urósł już chyba do niebotycznych rozmiarów... ;-) Cóż, trochę się działo, ale już wszystko pod kontrolą. Względną.
Stęskniona wracam z pomysłem na świąteczny mazurek, który - mówiąc nieskromnie - był tak fantastyczny, że nie zamierzam odkładać go na kolejny rok. Wystarczy zmienić tylko formę na ciasto i z tego samego przepisu powstanie obłędna tarta. :-)
Spód i kompozycja składników zaczerpnięta została od Komarki , ostateczne wykonanie jest jednak inwencją własną.
Zapraszam!

Mazurek vel Tarta "śliwka w czekoladzie"

kruche ciasto na spód:
- 125 g mąki pszennej,
- 125 g mąki krupczatki,
- 125 g masła,
- 1/2 łyżeczki soli,
- 1 jajko,
- 2 łyżeczki cukru pudru,

nadzienie:
- mały słoiczek powideł śliwkowych
- 150-200 g suszonych śliwek
- ok. 2 łyżki wódki (lub innego alkoholu)

masa marcepanowa:
- 125 ml wody
- 250 g cukru
- 250 g migdałów bez skórki - zmielonych
- sok z cytryny

polewa czekoladowa:
- 1 łyżka masła
- 1 łyżka cukru
- 1 łyżka kakao
- 1 łyżka mleka lub wody

do posypania:
- 50 g płatków migdałowych

Ze składników na ciasto szybko zagnieść gładką masę, uformować kulę i włożyć do lodówki na około 1/2-1 godziny. Rozwałkować i ułożyć w blaszce albo formie do tarty. Piec w piekarniku rozgrzanym wcześniej do temperatury 200 stopni około 15 minut, aż ciasto lekko się zarumieni. Ostudzić.
Do rondelka wlać wodę i cukier. Gotować na małym ogniu, aż powstanie syrop. Gdy przestygnie, utrzeć go z migdałami i sokiem z cytryny. Masę wyłożyć na przestudzony spód.
Na masę marcepanową wyłożyć powidło śliwkowe oraz suszone śliwki (pokrojone wcześniej w paseczki i namoczone w alkoholu).
Wszystkie składniki na polewę czekoladową włożyć do rondelka i rozpuścić na małym ogniu, nieustannie mieszając. Nie dopuścić do zagotowania!
Gorącą polewą polać mazurek/tartę i posypać uprażonymi płatkami migdałów.



P.S.1. Przepis wydaje się być czasochłonny, głownie ze względu na zabawę z masą marcepanową, ale można sobie znacznie ułatwić życie kupując gotowy marcepan.
P.S.2. Polewa czekoladowa pochodzi z zeszytu mojej babci i nieraz ratowała mnie w sytuacjach kryzysowych. Przepis jest bardzo prosty, a składniki zawsze dostępne w każdej kuchni. Polecam go więc szczególnej uwadze czytających. ;-)

Pozdrawiam też tym samym babcię Marysię, która w dzieciństwie śpiewała mi na dobranoc pewną kołysankę, a której nie mogę teraz przestać nucić!
"z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana..."

W gruncie rzeczy obecnie słucham podobnych w klimacie kołysanek. ;-)

niedziela, 6 marca 2011

kremowy sernik z sosem truskawkowym, czyli odświętnie na co dzień



Będzie krótko. Bez zbędnych komentarzy. Bo sernik naprawdę jest IDEALNY.
(Taką nazwę – totalnie zasłużenie! - nosi na Kwestii Smaku, skąd pochodzi przepis).
Upiekłam go na środę, w związku z pewną ważną dla nas okazją. Od tego czasu aż do soboty (czytaj: do ostatniego okruszka) nieprzerwanie trwała nasza niedziela. :- ) Nieskończenie dobra.

Przepis podaję ze swoimi zmianami. Zrezygnowałam ze śmietanowego wierzchu, dodałam za to ciasteczkowy spód. Bałam się, że aromat waniliowy nie będzie wystarczająco wyczuwalny, więc postawiłam dodatkowo na delikatną nutę cytrynową.
Było pysznie.

Składniki:
- 200 g herbatników
- 170 g masła, roztopionego
- 1 kg sera śmietankowego na sernik (podobno najlepszy z Piątnicy; ja użyłam President, który nie jest polecany przez Asię, ale w rezultacie dał radę… choć pewnie mogłoby być lepiej :- ))
- 1 szklanka drobnego cukru (aromatyzowanego prawdziwą wanilią)
- 3 łyżki mąki pszennej
- 5 jajek
- 125 ml (1/2 szklanki) śmietanki kremówki 30%
- skórka otarta z jednej cytryny
- garść mrożonych truskawek
- 3 łyżki dżemu truskawkowego

Wszystkie składniki na sernik należy wyjąć z lodówki odpowiednio wcześniej i ocieplić do temperatury pokojowej - to bardzo ważne, masa serowa będzie stabilnie się piekła, nie będzie się podnosić i sernik nie popęka. To działa! ;-)
Formę z odpinaną obręczą o średnicy 23-25 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Herbatniki dokładnie pokruszyć na piasek (np. włożyć do woreczka foliowego i potłuc tłuczkiem). Wymieszać z roztopionym masłem. Masą wyłożyć dno przygotowanej tortownicy. Wstawić do lodówki. Piekarnik nagrzać do 175 stopni. Do misy miksera włożyć ser, cukier i mąkę. Miksować na średnich obrotach, aż masa będzie gładka i jednolita przez około 2 minuty. Następnie dodawać po jednym jajku, miksując na średnich obrotach przez około 30 sekund po każdym. Dodać śmietankę kremową, wanilię i zmiksować na małych obrotach do połączenia się składników. Masę wylać do przygotowanej formy, wstawić do środkowej części nagrzanego piekarnika. Piec przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec przez kolejne 50-105 minut, do czasu aż masa serowa się zetnie (środek może pozostać nieco luźniejszy).
Gotowy sernik wyjąć z piekarnika i ostudzić. Gdy będzie całkowicie wystudzony, wstawić do lodówki na całą noc. Podawać z owocami lub sosem owocowym, np. truskawkowym (truskawki zmiksowane z dżemem). Sos jest świetny również na ciepło!

czwartek, 17 lutego 2011

ciasto czekoladowe z burakiem, czyli o tym, jak liczy się wnętrze



Pomysł urzekł mnie już dawno w programie "Cook yourself thin".
Przepis znalazłam ostatnio u Polki .
Temat wcieliłam w życie w miniony weekend.
Powtórzę w nadchodzący. :-)
Ciasto jest przepyszne! Obłędnie czekoladowe. Dzięki dodatkowi buraka cudownie wilgotne. Za sprawą minimalnego dodatku cukru i białej mąki oszczędzamy sobie zbędnych kalorii. Natomiast wysokoprocentowa czekolada to czysta pozytywna energia.
Czego chcieć więcej od deseru? ;-)

Składniki:
- 250g gorzkiej czekolady (użyłam dwóch tabliczek 90%, po 100g każda)
- 3 jajka
- 200g cukru (użyłam białego, aromatyzowanego laską wanilii)
- 100ml oleju słonecznikowego
- 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (opcjonalne, ja pominęłam ze względu na cukier)
- 100g mąki pszennej
- 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 50g mielonych migdałów
- 250g surowych buraków

Czekoladę połamać na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej. Odstawić na chwilę, by lekko przestygła. Jaja ubić z cukrem, stopniowo dolewać olej. Następnie delikatnie wymieszać masę z mąką (połączoną wcześniej z proszkiem i sodą), ekstraktem waniliowym i mielonymi migdałami. Dodać obrane i starte na tarce buraki (nie odciskałam soku) oraz stopioną czekoladę. Wymieszać. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia (małej tortownicy - ok. 20 cm lub keksówki). Piec w 180 st. przez ok. 50-60 min. do tzw. "suchego patyczka".
Po ostudzeniu można polać dowolną polewą.
Ja zajadałam się ciastem "bez niczego", Jędrkowi podałam zaś wersję "na bogato" - z gorącym sosem czekoladowym (pół tabliczki czekolady deserowej rozgrzane z 2 łyżami mleka kokosowego), konfiturą z wiśni i płatkami migdałów.
Uwaga: przy drugiej opcji nie da się zjeść więcej niż jednej porcji na raz! Ale też jest fajnie. ;-)




wtorek, 18 stycznia 2011

ciasteczka owsiane, czyli porozmawiajmy o oksymoronach




Oksymoron (z gr. oksýmōron, od oksýs ostry i mōros głupi), antylogia, epitet sprzeczny – figura retoryczna, którą tworzy się przez zestawienie wyrazów o przeciwstawnych znaczeniach. (Wikipedia)


Czy ciasteczka mogą być dietetyczne?
Czy dietetyczne ciasteczka mogą być smaczne?
Czy będąc na diecie można doznać przyjemności ze zjedzenia ciasteczka bez jednoczesnego doznawania wgniatającego w ziemię poczucia winy??

Ha! No jasne!
Bez cukru też może być przyjemnie. ;-)
Oto sekret...

Składniki:
- 1 szklanka płatków owsianych
- 1 szklanka otrąb pszennych (zastąpiłam płatkami jęczmiennymi)
- 100 g rodzynek (dodatkowo dorzuciłam garść pokrojonych w paseczki suszonym moreli)
- 100 g orzeszków (u mnie pestki słonecznika)
- 1 szklanka mąki
- 1 jajko
- 1 szklanka soku jabłkowego
- 1/4 szklanki oleju
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 4 łyżeczki cynamonu

Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki połączyć. Najlepiej najpierw w jednym naczyniu te suche, a w drugim płynne i dopiero potem dodać jedne do drugich. Z masy formować płaskie ciasteczka i układać je na blasze wyłożonej pergaminem. Piec około 20 minut w 200 stopniach.

Przepis jest dość popularny w sieci na stronach o tematyce odchudzania, nie przywołam więc tu żadnej konkretnej. Wprowadziłam też do niego swoje zmiany spowodowane aktualną dostępnością składników. Myślę, że swobodnie można tu eksperymentować z różnymi rodzajami płatków, otrąb, pestek, orzechów czy suszonych owoców, a tym samym każdy ma szansę stworzyć własną recepturę.
W tym momencie serdecznie pozdrawiam Jędrka, czyli Spontanicznego Nabywcę Płatków Jęczmiennych, który zainspirował mnie do aktywnego poszukiwania kreatywnych sposobów wykorzystania owych w kuchni... ;-) Dziękuję Kochanie! ;-*

czwartek, 6 stycznia 2011

ciasto z suszonymi owocami, czyli Święta na bis




Wprawdzie jest już zdrowo po Bożym Narodzeniu, ale nie mogłam sobie odmówić opublikowania tego przepisu. Bezpośrednio przed Świętami, jak i w trakcie nie znalazłam czasu na blogowanie, potem przez kilka dni zastanawiałam się czy wracanie do tego tematu ma jeszcze sens... :-P Dziś jednak postanowiłam dedykować wpis znajomym siadającym właśnie do prawosławnej kolacji Wigilijnej. Wesołych Świąt! :-)
...a przy okazji może jeszcze kogoś zainspiruję. ;-)
Ciasto jest absolutnie fantastyczne i na pewno przypadnie do gustu tym, którzy ze wszystkich łakoci najbardziej kochają bakalie - takim jak ja! :-) Suszone owoce grają tu główną rolę, a stosunkowo niewielka ilość mąki jedynie wiąże je ze sobą.
Ciasto jest ciężkie i wilgotne, dobrze i długo się przechowuje.

Przepis pochodzi od koleżanki z pracy, która częstując nas tą pysznością w przedświątecznej atmosferze obchodziła imieniny.
Podaję ze swoimi zmianami zaznaczonymi w nawiasach.

Składniki:
- 250 g śliwek suszonych - bez pestek
- 200 g gruszek suszonych (nie dostałam, zamiast tego dodałam suszone morele)
- 175 g fig
- (100 g suszonej żurawiny - to moja własna dodatkowa inwencja)
- 75 g orzechów laskowych - grubo siekanych (u mnie migdały)
- 75 g kandyzowanej skórki cytrynowej (ja dodałam pomarańczowej)
- 100 g rodzynek
- 250 g mąki
- 1 torebka proszku do pieczenia
- 50 g cukru
- 1 torebka cukru wanili(n)owego
- 3 krople olejku cytrynowego (ja dodałam startą skórkę i sok z cytryny)
- 1 łyżka kirszu (lub innego alkoholu, u mnie rum)
- 2 łyżki wody - z odsączonych owoców
- szczypta imbiru
- szczypta goździków (rozgniecionych w moździerzu)
- szczypta cynamonu

Owoce zalać 1/2 l wody, pozostawić na noc. Wodę z napęczniałymi owocami gotować 2 min. Owoce odsączyć na sicie. Po ostygnięciu pokroić na kawałki.
Ciasto: wymieszać składniki (mąka, proszek cukier waniliowy, olejek, imbir, goździki ,cynamon, woda ) na gęstą masę. Wyłożyć na stolnicę. Dodać pokrojone owoce. Dodać orzechy, skórkę cytrynową, rodzynki. Zagnieść zwięzłe ciasto. Uformować podłużny bochen. Ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze do pieczenia.
*Moja rada: warto ciasto włożyć do keksówki lub innej formy (za pierwszym razem jadłam je upieczone w kształcie choinki! ;-)) by nadać mu ładniejszy kształt. Bochen ma tendencję do "rozlewania się" - co widać na zdjęciu. :-P
Do posmarowania: płaska łyżeczka mąki ziemniaczanej połączyć z 3 łyżkami wody zimnej, stale mieszając zagotować, posmarować ciasto. Piec w piekarniku ok. 50-60 min w 170 st. Celsjusza.

P.S. A do picia... ;-)

czwartek, 16 grudnia 2010

piernik i śliwka, czyli pomysł na... muffina ;-)



Bo subtelnym nawiązaniu do tematu Świąt w poprzednim poście, z przyjemnością w nim pozostaję. Piekę piernikowe muffiny z mocną śliwkową nutą.
I nawet sroga zima zaczyna wyglądać bardziej pozytywnie. Zza okna. ;-)

Składniki:

suche:
- 3 szklanki mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1/2 szklanki cukru
- 2 czubate łyżki kakao
- 2 łyżeczki przyprawy do pierników
- szczypta soli

mokre:
- 1 szklanka mleka
- 1 duże jajko
- kostka masła - stopionego i przestudzonego
- słoiczek powidła śliwkowego
- 100 g suszonych śliwek, pokrojonych w paseczki

Sposób wykonania: tradycyjnie. Suche do suchych, mokre do mokrych, potem wymieszać jedne z drugimi. Po napełnieniu foremek, piec w 200 st. przez ok. 15 minut.

Zajadać przy kubku cynamonowej herbaty, nucąc ulubioną ze świątecznych piosenek. :-)

niedziela, 17 października 2010

tarta dyniowo-śliwkowa, czyli kolory jesieni



Znów wracam do dyni. Z sukcesem! ;-) Jest to bardzo prosty i szybki przepis* na tartę, tym razem na słodko, którą wzbogaciłam o powidło śliwkowe. Nadzienie z samej dyni wydawało mi się zbyt mdłe... Poza tym ten prosty dodatek pięknie wpisał się w jesienny klimat deseru.

Składniki:

- 500 g dyni
- 600 ml mleka
- 10 dkg cukru
- szczypta imbiru (ja dodałam odrobinę startego na tarce świeżego kłącza)
- szczypta cynamonu
- odrobina kurkumy (opcjonalnie, dla koloru)
- 2-3 jajka
- 3 łyżki masła
- 500 g ciasta francuskiego
opcjonalnie:
- sok z połowy cytryny
- ok. 2 łyżki powidła śliwkowego

Miąższ dyni kroimy na kawałki i ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Gotujemy przez 15 minut w 500 ml mleka. Ugotowaną dynię mocno odciskamy, mieszamy z cukrem i przyprawami, dodajemy jajka, masło i resztę mleka. (Ja, usilnie poszukując równowagi smaków, dodałam do masy jeszcze sok z cytryny - co naprawdę polecam.) Następnie wykrawamy z ciasta francuskiego dwa krążki: większy i mniejszy. Pierwszym wykładamy natłuszczoną formę tarty. Smarujemy cienko powidłem śliwkowym (można pominąć), a na to wykładamy nadzienie dyniowe. Nakładamy drugi krążek ciasta i sklejamy brzegi. Pieczemy ok. 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st.

Fajna jest jesień w tym roku. :-)




*(Przepis pochodzi z dodatku do GW - "Kuchnia dla oszczędnych" ;-))

wtorek, 17 sierpnia 2010

brzoskwinie w winie, czyli deser dla dorosłych



Jest to przepis Tessy Caponi-Borawskiej, który wypatrzyłam ponad rok temu w książce "Dziennik toskański". Skrzętnie przepisany, leżał zapomniany w segregatorze do dziś. Widocznie dopiero ten moment okazał się właściwy. :-)
Leniwy, rześki wieczór, tuż po letniej burzy. Wspólne świętowanie małych sukcesów. Błogie oczekiwanie na upragniony urlop... jeszcze tylko 3 dni!;-D

Składniki:

- 6 dojrzałych brzoskwiń
- 2 szklanki białego wina (wersja bardziej delikatna, ale może być również czerwone)
- garść liści mięty

Brzoskwinie obrać, usunąć pestki, i pokroić na kawałki. Polać winem, delikatnie wymieszać, wstawić do lodówki i trzymać w niej do momentu podania. Posypać liśćmi mięty i podawać same, albo jako dodatek do lodów waniliowych.

Uwagi: ja pominęłam miętę (z jej chwilowego braku; no cóż, to w końcu był spontan;-)), natomiast w kwestii alkoholu poszłam na zupełną całość, bo zamiast wina użyłam Martini Rosso (dostałam je w prezencie i zalegało mi z braku pomysłu na nie). Dało radę, ale myślę, że lżejsze wino dałoby przyjemniejszy efekt.
W każdym razie pomysł wart powtórzenia.
Polecam!:-)


ciasto marchewkowe, czyli sto lat Ewela! :-)



Kolejny wpis z serii: gotujemy/pieczemy dla przyjaciół. :-)
Tym razem okazją była doroczna wizyta E. i M. w Krakowie, połączona z lekko spóźnionym świętowaniem urodzin tej pierwszej.
Mimo niedostatku czasu na przygotowania, funkcja gospodyni zobowiązywała... ;-)
Stąd pomysł na super szybkie (wielka zaleta ciast ucieranych!), oryginalne ciasto, które po upieczeniu w tortownicy nabrało odświętnego charakteru. W sam raz, by zapalić na nim świeczki. ;-)

Przepis wg Marty Gessler

Składniki:

- 1 i 1/4 szkl. oleju
- 4 jaja
- 2 szkl. drobno utartej marchewki
- 2 szkl. mąki 2 szkl. cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia (płaskie)
- 2 łyżeczki sody (płaskie)
- 2 łyżeczki cynamonu
- szczypta soli
- orzechy włoskie
- rodzynki

Jaja utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodawać stopniowo mąkę (wymieszaną z proszkiem, sodą i cynamonem) oraz olej, na końcu marchew, orzechy i rodzynki. Piec w temp. 180 st., ok. 40 min.

Polewa:

- 2 opakowania serka Philadelphia
- łyżka miękkiego masła
- 3-4 łyżki cukru pudru
- sok wyciśnięty z 1/2 cytryny

- płatki migdałów - opcjonalnie, do posypania

Wszystkie składniki razem zmiksować, smarować przestudzone ciasto. Można posypać je płatkami migdałów lub posiekanymi orzechami.

środa, 4 sierpnia 2010

muffiny bananowe z białą czekoladą, czyli jestem w niedoczasie



Oj, jestem. Mam poczucie konieczności nadrobienia mnóstwa zaległości. Bycia wiecznie ostatnią... Również w pisaniu. Dlatego pozwólcie, że bez zbędnych komentarzy przejdę do konkretów. ;-)
Muffiny powstały jako mocno spóźniony wyraz wdzięczności wobec lekko spóźnionych życzeń imieninowych. Temat natomiast przywołuję z jeszcze większym poślizgiem. Ale co tam. Wyszły pyszne - warte wspominania. ;-)

Przepis podstawowy jest w zasadzie taki sam jak w przypadku wcześniej opisywanych muffinów pomarańczowo-migdałowych. Zastąpiłam jednak mleko kefirem i zamiast oleju użyłam masła. Składniki podane są na 1,5 porcji (wyszło mi ok 30 sztuk, ale w ikeowskiej formie są one niewielkie).

Ciasto:
- 3 szklanki mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 3/4 szklanki cukru trzcinowego (można dać nawet mniej)
- 1 łyżeczka soli
- 1 duże jajko
- duży kubek kefiru
- kostka masła - stopionego i przestudzonego

Dodatkowo:
- 2 tabliczki białej pokruszonej czekolady
- 1 łyżeczka cynamonu
- 5 dojrzałych, pokrojonych w kostkę bananów

Przesiać mąkę, proszek, cukier i sól do jednej miski. W małej misce połączyć jaja, kefir i masło, banany, czekoladę i cynamon, używając trzepaczki. Miksturę dodać do suchych składników i mieszać. Tradycyjnie - niezbyt dokładnie. Przełożyć łyżką do formy - każdą dziurę wypełnić do dwóch trzecich. Piec w 200 st. przez 15 do 20 minut, aż będą złotobrązowe. Zostawić do całkowitego ostygnięcia.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

odrywaniec, czyli czary i paranoje ;-)



Wybaczcie ten kącik autopromocji, ale duma mnie rozpiera i muszę się tym z Wami podzielić. Otóż okiełznałam wreszcie ciasto drożdżowe! Zawsze mnie onieśmielało, o czym już wspominałam... To nieskończone wyrabianie i rośnięcie wydawało mi się wręcz magiczne.
A może po prostu chodziło o moje odwieczne problemy z cierpliwością, którą wciąż - z racji wykonywanego zawodu - intensywnie trenuję? ;-)
Tym razem udało mi się znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły i spokoju by potrafić... czekać.
Stresów i tak było mnóstwo, nie przeczę. :-P Ale chwila chyba była odpowiednia.
Niedzielne popołudnie. Burzowo za oknem.* Pachnące pomarańcze i cytryny na parapecie po drugiej, bezpiecznej stronie. Zaklinanie słońca...

I udało się, hej! ;-)

Przepis już dawno wypatrzony na: http://oliveandflour.blogspot.com/
Podaję go za Mico.

Ciasto:
- 2 i 3/4 szklanki mąki
- 1/4 szklanki cukru
- 2 i 1/4 łyżeczka suchych drożdży (ok. 9 g)
- szczypta soli
- 1/3 szklanki mleka
- 55g masła
- 1/4 szklanki wody
- 1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (pominęłam, z braku niestety)
- 2 duże jajka

Posypka:
- 1/2 szklanki cukru
- 3 łyżki startej skórki cytrynowej
- 1 łyżka startej skórki pomarańczowej
- 50 g rozpuszczonego masła



Mąkę – dwie szklanki - mieszamy z cukrem, drożdżami i solą. Mleko z masłem mocno podgrzewamy, następnie zdejmujemy z palnika, dodajemy wodę i odstawiamy na chwilę żeby przestygło. Dodać ekstrakt waniliowy i wymieszać. Teraz całość wlewamy do miski z mąką i mieszamy łopatką, aż się w miarę połączy.
Następnie wyrabiamy ciasto, można sobie pomóc mikserem, dodając jajka po jednym i pół szklanki mąki. Kiedy już wszystko razem ładnie się wyrobi, to przekładamy na stolnicę i jeszcze chwilkę je męczymy ręcznie, aż ciasto będzie elastyczne, ale nie klejące się. Jeśli jest za bardzo klejące, można dodać resztkę mąki, my tak robimy.
Odstawiamy na godzinkę do wyrośnięcia.

W tym czasie przygotujemy sobie posypkę – cukier mieszamy ze skórkami. (Ja użyłam skórki z dwóch cytryn i jednej dużej pomarańczy).
Masło rozpuszczamy i odrobiną wysmarowujemy foremkę keksową (22x12cm).
Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach 50x30cm, smarujemy masłem i kroimy na 5 pasów o szer. 10 cm. Na pierwszy pas sypiemy mieszankę cukru ze skórkami (ok. półtorej łyżeczki), przykrywamy drugim pasem itd. kończąc na warstwie cukru.
Kroimy teraz ciasto w poprzek na 6 równych pasków o szerokości ok.6 cm. i układamy je na sztorc w keksówce. Po bokach zostawiamy trochę miejsca. Przykrywamy i znów odstawiamy na ok. godzinkę do wyrośnięcia.
Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 st. ok. 30 min, aż się zrumieni. Wyciągamy i zostawiamy w foremce jeszcze z 15 min, żeby przestygło.

Ciasta nie kroimy – odrywamy sobie (i tu niespodzianka: stąd nazwa ;-D) po kawałeczku i wcinamy. Pyszne! Mięciutkie, aromatyczne ciasto, na bokach lekko chrupiące od skarmelizowanej skórki cytrynowej.

Przepis jest czaso- i pracochłonny, ale w zupełności wart tej ceny!
Odrywaniec zniknął w 3/4 już w pierwszej godzinie istnienia.
Też w sposób magiczny. ;-)
Cud!





* notka powstaje z tygodniowym opóźnieniem :-P

niedziela, 9 maja 2010

fińskie ciasteczka, czyli 100 lat Malwina! :-)



Lubię gdy prezenty są wyjątkowe, niecodzienne, gdy dodajemy w nich coś od siebie. Wzruszają mnie te zrobione samodzielnie. A że najczęściej składa się, że dajemy innym prezenty, które sami chcielibyśmy otrzymać - chcąc nie chcąc, kochana Malwinka obdarowana została pudłem ciasteczek... Również. ;-)

Przepis podpatrzyłam u Szarlotka (http://cukierniczekreacje.blox.pl/2009/12/Imbirki-i-Joulutorttu.html).
Minimum składników, a radości przy składaniu multum!;-D

Potrzebujemy:
- ciasta francuskiego (gotowego oczywiście ;-))
- powidła śliwkowego
- cukru pudru.

Z blatu ciasta wykrawamy kwadraty dowolnej wielkości (mnie wyszło 20). Każdy z kwadracików nacinamy i składamy wg poniższej fotoinstrukcji:






Następnie na środek każdego kwiatka kładziemy trochę powidła i pieczemy ok. 10-15 minut w dobrze nagrzanym piekarniku (220-225 st.) Po ostygnięciu posypujemy cukrem pudrem.

Dobrej zabawy i Wam! :-D

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

muffiny pomarańczowo-migdałowe, czyli sezon piknikowy uważam za otwarty!


Niedzielny poranek. Piękne słońce budzi nas nawet zza zasuniętych rolet. Ptaszki radośnie ćwierkają. Delikatny wiatr wpada przez uchylone okno roznosząc zapach kwitnących na biało i różowo drzew...
a Jędrek wychodzi do pracy. :-P
...zgrzyt!...
Nie dam się. Nie pozwolę zmarnować tego dnia. W głowie już od kilku dni majaczący, niecny plan zorganizowania niespodziankowego koszyka piknikowego, w towarzystwie którego dokonam porwania mojego Nieszczęśnika w plener. Dzisiaj dojrzał.
Nie ma śniadania - będzie lunch. Wiosna jeszcze będzie nasza. ;-)
Muszę tylko działać szybko.
Kanapki z serem. Z pastą tuńczykową. Pokrojone w słupki warzywa. Garść oliwek. Soczyste jabłka. Ukochany sok ananasowy. Wszystko po kolei ląduje w wiklinowym koszyku. Jeszcze deser! Szybki ogląd zawartości kuchennej szafki i... jest pomysł!
Krzątam się, uwijam, ale jestem easy... Easy like Sunday morning... :-)



Oto przepis na muffiny, z którego korzystam najczęściej. Pochodzi on ze strony foody.pl. Jest wygodny, bo zostawia dużą dowolność w doborze składników i mogę go modyfikować zależnie od rodzaju aktualnie posiadanych produktów. :-)

Muffiny - przepis podstawowy.
Składniki (na ok. 12 sztuk)
- 2 szklanki mąki
- 1 łyżka proszku do pieczenia (tak, naprawdę tak piszą :-P - ja przeważnie dodaję 1 płaską łyżeczkę proszku i niepełną łyżeczkę sody oczyszczonej)
- 2 łyżki cukru (jest to bezpieczna ilość cukru, bo przepis podstawowy możemy też wykorzystać do przygotowania muffinów wytrawnych; jeśli planujemy robić je na słodko - polecam zwiększyć ilość cukru do ok. 4-5 łyżek)
- 1 łyżeczka soli
- 1 duże jajko
- 1 szklanka mleka (w niektórych przepisach jogurt, maślanka)
- 1/2 szklanki oleju roślinnego (może być oliwa lub masło)

Przesiać mąkę, proszek, cukier i sól do jednej miski. W drugiej misce połączyć jaja, mleko i olej, używając trzepaczki. Miksturę dodać do suchych składników i wymieszać. Niezbyt dokładnie - bardzo ważne, żeby po prostu te suche składniki były ledwie wilgotne i wszystko nie za bardzo wymieszane. Przełożyć łyżeczką do formy - każdą dziurę wypełnić do dwóch trzecich. Piec w 200 st. przez 15 do 20 minut, aż będą złotobrązowe. Zostawić do całkowitego ostygnięcia.

I teraz tak: do masy muffinowej możemy dodać wszystko, na co tylko mamy ochotę. Ja znalazłam u siebie akurat płatki migdałowe, starłam skórkę z jednej pomarańczy i dolałam sok wyciśnięty z jednaj cytryny.
Możemy też dorzucić oczywiście kawałki czekolady ciemnej i białej, orzechów, rodzynki, owoce świeże (np. banany), mrożone (np. jagody), suszone (np. żurawina, figi), musli; można polać je czekoladą, posypać cukrem pudrem, podawać z serkiem. W wersji wytrawnej mogą być to np. feta i suszone pomidory, zioła i cebulka, ser, szynka, pikantne przyprawy (fantastycznie sprawdzają się wtedy jako dodatki do zup).
Wszystko zależy od naszej wyobraźni.
Natomiast za ich podstawową zaletę uważam bardzo szybki czas przygotowania - w sam raz na spontaniczne przedsięwzięcia. ;-)

...na piknikowe wojaże polecam zaś Pszczynę. :-)





sobota, 3 kwietnia 2010

babka ucierana, czyli klasyka gatunku


A teraz coś bardziej specyficznego dla Świąt Wielkanocnych. Obowiązkowa pozycja na naszym domowym stole w tym okresie już od wielu lat. Przepis pochodzi z niezawodnej książki "Kuchnia Polska" wydawnictwa Reader's Digest, która znalazła się w naszym posiadaniu niejako przypadkowo, ale okazała się niezastąpiona. Wedle dotychczasowych rodzinnych doświadczeń kulinarnych - każdy przepis z jej kart się udaje. Możecie więc wyobrazić sobie moje podekscytowanie, gdy mama ogłosiła, że dostanę ją w posagu ;-D

Sam przepis na babkę jest banalnie prosty i w tym całe jej piękno. Nie martwisz się o kondycję i humor nabytych drożdży, ani ciastem lepiącym się do rąk. Mikser w dłoń i... po prostu ucierasz. ;-)



Składniki:

- 300 g mąki pszennej
- 100 g mąki kartoflanej
- 150 g masła
- 200 g cukru pudru
- 4 jajka
- 3 łyżki śmietany
- 1 cytryna
- 3 krople olejku migdałowego (opcjonalnie)
- 1 łyżka cukru waniliowego
- 10 g proszku do pieczenia
- (w mojej wresji oczywiście dodaję jeszcze po 100 g rodzynek i skórki pomarańczowej
;-D)

Cytrynę sparzyć, osuszyć, zetrzeć skórkę i wycisnąć sok. Masło utrzeć z żółtkami na gładką masę, dodać cukier puder i cukier waniliowy, olejek migdałowy i śmietanę. Dokładnie ucierać tak, aby masa stała się jednolita. Mąkę przesiać, wymieszać z mąką kartoflaną i proszkiem do pieczenia. Połączyć utartą masę z mąką. (W tym momencie chętni dodają też bakalie). Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z masą. Wyłożyć ciasto do formy wysmarowanej tłuszczem i wysypanej mąką lub bułką tartą. Piec godzinę w temperaturze 180 st. Upieczoną babkę wyjąć z formy, lekko ostudzić i oprószyć cukrem pudrem lub polać lukrem albo polewą. Ja robię lukier z cukru pudru i soku z cytryny. Fajnie wzmacnia cytrynowy smak babki.

Powodzenia!

No i... wesołych! :-)

sernik pod bakaliową chmurką, czyli Świąt odsłona pierwsza


Święta, Święta... więc w kuchni wre :-) Zaś jedno z naczelnych miejsc w hierarchii przedświątecznych przygotowań zajmują wypieki. W mazurkach niestety nigdy nie byłam dobra. Niby nic skomplikowanego, ale zawsze jakoś niechcący wychodziły podobne do płyty chodnikowej lub podeszwy buta - tym bardziej, że efektowne przystrajanie również nie jest moją mocną stroną :-P
Za to z nieukrywaną dumą i satysfakcją chciałam opowiedzieć Wam dziś o serniku ;-) Jest to temat dużo bardziej atrakcyjny również ze względu na fakt, że sernik pasuje do każdych świąt! Więc notka ta może nie zdezaktualizuje się tak szybko:-) A i upieczenie go w dzień powszedni będzie powodem do świętowania, a co!


Przepis ten jest delikatną wariacją na temat klasycznego sernika z kokosami. Stanowi on kompromis pomiędzy tradycjonalizmem mojej mamy, która "zarządziła" upieczenie czegoś wypróbowanego i lekkiego, a moją rządzą eksperymentowania i niewypowiedzianą miłością do bakalii ;-) Nie wyobrażam sobie bez nich sernika, ale do tego nie mogłam dodać ich bezpośrednio, bo ze względu na konsystencję sera z pewnością by opadły. Dlatego znalazły się na wierzchu. W chmurce. :-)

Składniki

Ciasto:
- 30 dkg mąki
- 10 dkg cukru
- 10 dkg margaryny
- 1 duża łyżka smalcu (opcjonalnie, ja z braku owego dodałam więcej margaryny)
- 2 żółtka
- 1 całe jajko
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- szczypta soli
Margarynę (i ew. smalec) roztopić. Z podanych składników zarobić ciasto i wyłożyć nim blachę tak, żeby uwzględnić również boki.

Ser:
- 1 kg sera (przemielonego lub gotowego z pudełeczka)
- 1/2 szkl. cukru pudru
- 1/2 szkl. oleju
- 3 szkl. słodkiego mleka
- 2 całe jaja
- 4 żółtka
- 1 torebka budyniu śmietankowego
Jaja utrzeć z cukrem i ciągle mieszając dodawać po trochę oleju. Następnie po łyżce dodawać ser, potem budyń, a na koniec mleko. Tak przygotowaną masę wylać na spód z ciasta i piec 50 min. w piekarniku nagrzanym do 180 st.
(Uwaga! Masa serowa ze względu na dużą ilość mleka będzie bardzo rzadka, ale nie martwcie się - taka ma właśnie być :-))

Chmurka:
- 6 białek
- 3/4 szkl. cukru
- 20 dkg wiórek kokosowych (w oryginale; ja dodałam tylko 10 dkg, dorzuciłam za to drugie tyle migdałowych płatków, trochę rodzynek i skórki pomarańczowej)
Białka ubić z cukrem na sztywną pianę. Dodać wiórka (i ewentualnie bakalie). Wymieszać i wyłożyć na podpieczony ser. Dopiekać jeszcze 15-20 minut.

Eksperyment udał się na 5! ;-)

niedziela, 28 marca 2010

muffiny Nigelli, czyli czekoladowe upodlenie...



No i stało się. Pokusa upieczenia czegoś pysznego w sobotnie popołudnie okazała się tak silna, że wszelkie szlachetne dietetyczne postanowienia zostały obrócone w niwecz :-P Zresztą, ten tydzień i tak należy spisać na straty - Święta zbliżają się wielkimi krokami, a razem z nimi wszechogarniające szaleństwo konsumpcji. Zamiast więc walczyć z nieustannymi wyrzutami sumienia... chyba dam sobie z nimi spokój. Na jakiś czas. Moje superego potrzebuje urlopu. :-P

Składniki:
(oficjalnie na 12 muffinów, ale mnie wyszło ponad 2 razy więcej - przypuszczam, że mniejszych niż w oryginale)

suche:
  • 1 i 3/4 szklanki mąki
  • 2 łyżki kakao
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 150 g pokruszonej gorzkiej czekolady; ok. 120 g wymieszaj z pozostałymi składnikami, a 30 g zachowaj do posypania (ja - w swej nieopanowanej skłonności do przesady - użyłam jej prawie 2 razy więcej, by były naprawdę mocno czekoladowe... ;-))
mokre:
  • 1 szklanka mleka
  • 1 szklanka oliwy
  • 1 łyżeczka aromatu lub ekstraktu waniliowego
  • 1 jajo
Suche składniki wymieszać ze sobą w jednej misce; w drugiej wymieszać składniki mokre. Do składników suchych przelać mokre, wymieszać niedbale – w tym przypadku idealne połączenie składników nie jest aż tak istotne. Wypełniaj każdy z otworów w muffinowej formie do ok. 2/3 głębokości. Przed wstawieniem muffinek do piekarnika posyp je pozostałą czekoladą. Powinny być pieczone w temperaturze ok. 200 stopni przez 20 min.



Efekt wart jest grzechu ;-)

Pozdrawiam,
Królowa Niekonsekwencji

P.S. Specjalnie podziękowania dla Mi, mającej swój ogromny udział w fotografowaniu oraz pałaszowaniu owego wypieku ;-) Cium!