wtorek, 2 sierpnia 2011

cukinia w roli głównej, czyli zdrowo, sezonowo

Dziś, dla odmiany, nic nie wspomnę o pogodzie...
Mam dla Was za to dwa pyszne pomysły na cukinię:

Indyjska zupa z cukinii



Przepis stąd, z moimi zmianami.

Składniki:
(na 4 porcje)

- 1 cukinia (0,8-1 kg)
- 1 duża cebula
- 1-2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
- 1 łyżeczka curry w poszku
- 200 ml mleka kokosowego
- 500 ml bulionu warzywnego
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- sok z cytryny
- sól, pieprz

Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Cukinię umyć, osuszyć (nie obierać). Ukroić kilka plasterków i zachować je, resztę pokroić w kostkę. Cebulę zeszklić na oliwie przez ok. 2 minuty, dodać czosnek i jeszcze chwilkę smażyć, a następnie przyprawę curry, wymieszać. Dodać cukinię. Wlać mleko kokosowe oraz bulion. Dusić pod przykryciem przez ok. 20 minut.
W tym czasie odłożone plasterki cukinii lekko podsmażyć na oliwie z oliwek.
Zupę zmiksować przy pomocy blendera. Doprawić solą, pieprzem oraz sokiem z cytryny.
Nalać do miseczek, udekorować podsmażonymi plasterkami cukinii.


Placki z cukinii i fety



Według tego przepisu. Z moimi zmianami.

Składniki:
(dla 2 osób)

- 1 niewielka cukinia (ok. 600 g)
- pęczek koperku
- pół pęczka szczypiorku
- ok. 100 g fety
- 2 łyżki mąki
- 1 jajko
- ząbek czosnku
- sól, pieprz
- olej/oliwa do smażenia
- jogurt naturalny/grecki

Cukinię zetrzeć na tarce, lekko posolić i odstawić na 20 minut. Po tym czasie odcisnąć wodę, która się pojawiła.
Cukinię wymieszać z rozdrobnioną fetą, przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku, posiekanym koperkiem, jajkiem i mąką. Doprawić do smaku czarnym pieprzem (sól prawdopodobnie nie będzie już niepotrzebna, bo ser jest słony).
Na patelni rozgrzać olej i usmażyć placuszki.
Podawać z jogurtem naturalnym lub greckim, posypane obficie posiekanym szczypiorkiem.

...pozwolę sobie jedynie dorzucić tematyczną piosenkę. ;-)

niedziela, 3 lipca 2011

pesto rosso, czyli coś optymistycznego



No cóż, lato znów zawodzi. Słoneczna deprywacja po raz kolejny odbija się na moim zdrowiu psychicznym. W dzisiejszym odcinku z serii: Efektywne Metody Autoterapii - czerwone pesto.

Składniki:

- suszone pomidory w oliwie (ok. 100 g)
- garść orzeszków piniowych (lub innych dowolnych orzechów albo pestek - dla mniej ortodoksyjnych; ja użyłam podprażonych na suchej patelni pestek słonecznika)
- ząbek czosnku
- taty parmezan
- oliwa (najlepiej ta, w której zanurzone były pomidory)

Wszystkie powyższe składniki zmiksować na pożądaną konsystencję (ja lubię niezbyt dokładnie). W trakcie miksowania powoli dolewać oliwę.
Zjadać z dowolnymi dodatkami. :-)



Sama najpierw wymieszałam pesto z pełnoziarnistym penne - w ramach obiadu, a później pozostałość zjadłam na tostach, z zieloną sałatą i świeżym pomidorem.
Zachwycił mnie też wyszperany w internecie pomysł Agnieszki Kręglickiej na posmarowanie czerwonym pesto podpieczonego wcześniej sera camembert (...i już zobaczyłam siebie, jak maczam w tym cudzie bagietkę!), ale tą bombę kaloryczną zostawię sobie na inne, może jeszcze trudniejsze chwile. ;-)

czwartek, 23 czerwca 2011

sałatka ze szpinaku i truskawek, czyli olśnienie z głową w lodówce



Przeżyłam dziś dwa smakowe... uniesienia. :-) Rano zachwyciła mnie kromka razowego chleba z masłem i pierwszym w tym roku ogórkiem małosolnym.
Wieczorem spotkało mnie to.

Pomysł na sałatkę przyszedł niespodziewanie, gdy otwarłszy lodówkę i ujrzawszy leżące przypadkowo obok siebie liście szpinaku i truskawki stwierdziłam, że gdzieś już to widziałam...
Niezwłocznie wcieliłam więc swe olśnienie w życie. :-)
A efekt powalił na kolana.

Składniki:

- świeży szpinak
- truskawki
- migdały lub orzechy pecan (ja użyłam orzechów włoskich)

sos:
- 3 łyżki octu balsamicznego
- łyżka miodu
- 1/4 szklanki oliwy
- świeżo mielony pieprz

Liście szpinaku umyć i osuszyć. Truskawki pokroić, orzechy lub migdały prażyć na patelni. Składniki sosu połączyć i polać po liściach i truskawkach. Posypać orzechami.

To moje pierwsze truskawki w wydaniu wytrawnym. Chcę więcej!
Jaka szkoda, że i one się kończą...

sobota, 18 czerwca 2011

dwie tarty na jeden temat, czyli śpieszmy się jeść szparagi...

... tak szybko kończy się na nie sezon. Zostało niewiele czasu (czerwiec już za pasem), więc staram się najeść ich niejako na zaś. Resztę próbuję zachomikować. ;-)
Okazuje się, że umyte i obrane - jeśli trzeba (a trzeba obierać przede wszystkim białe szparagi) - świetnie dają się zamrozić.
Jest więc szansa, że będę się mogła nimi cieszyć trochę dłużej.
Ostatnio dwukrotnie przemyciłam je do moich ulubionych tart.

Tarta I - na cieście francuskim, z białymi szparagami



Składniki:

- opakowanie gotowego ciasta francuskiego (bo po co sobie komplikować? :-P)
- białe szparagi (umyte i obrane - w ilości dowolnej)
- pomidorki koktailowe
- niebieski ser - np. Błękitny Lazur
- 200ml śmietany 18%
- 1 jajko
- gałka muszkatołowa
- sól i pieprz
- oliwa

Formę do tarty wysmarować oliwą, wyłożyć ciastem, na to rozłożyć szparagi i pomidorki przekrojone na pół. Zalać je masą śmietanowo-jajeczną (rozmieszaną wcześniej dokładnie i doprawioną solą, pieprzem oraz gałką) oraz posypać pokruszonym serem. Piec w 200st. około 40 minut (aż ciasto będzie rumiane - wiadomo, że wszystko zależy od piekarnika).

Tarta II - na cieście kruchym, z zielonymi szparagami



Składniki:

- 30 dkg mąki
- 20 dkg masła lub margaryny
(lub gotowe ciasto kruche jeśli ktoś woli; ja porywam się na robienie go samodzielnie, bo jest dużo mniej pracochłonne od francuskiego ;-))
- zielone szparagi (umyte, z odłamanymi twardymi końcówkami)
- płaty wędzonego łososia (100g wystarczy z powodzeniem)
- ser feta lub fetopodobny (cóż, lubię i już)
- 200ml śmietany 18%
- 1 jajko
- gałka muszkatołowa
- sól i pieprz

Mąkę posiekać z margaryną/masłem. Następnie wlać dwie łyżki bardzo zimnej wody, zagnieść ciasto i ulepić kulę. Owinąć ją folią i wstawić na jakiś czas do lodówki (minimum godzina).
Formę do tarty wylepić ciastem jak plasteliną (dużo łatwiejsze niż wałkowanie i ostrożne przenoszenie ze stolnicy). Wyłożyć na nie łososia, wylać masę śmietanowo-jajeczną i na wierzchu ułożyć szparagi. Całość posypać kawałkami sera. Piec podobnie jak wyżej - w 200st., minimum 40 minut.

Najlepsze z michą zwykłej, zielonej sałaty polanej winegretem!

niedziela, 12 czerwca 2011

risotto w wersji podstawowej, czyli suma prostych przyjemności



"Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że życie jest zbyt krótkie, by czytać złe książki, słuchać złej muzyki, jeść i pić złe rzeczy. Wielcy szefowie kuchni powiedzą pewnie, że gotowanie daje szczęście, ale przyznam, że ja zdecydowanie wolę jeść. Gama odczuć - nie tylko zmysłowych, ale wręcz fizycznych - jest wtedy podobna do tej, gdy oglądam zachód słońca nad Dubrownikiem lub słucham Mozarta czy Coltrane'a. To nie zdarza się często, ale przecież nie może często się zdarzać. Warto uświadomić sobie, że życie składa się z prostych radości. (...)"

Robert Makłowicz, "Jak dobrze i szczęśliwie żyć", Przekrój, nr 6 (3424)


Samotne, niedzielne popołudnie. Niespiesznie popijany kieliszek białego wina. Zapach maślanej cebulki i ciepło buchające od palnika. W tle "Frank" Amy Winehouse.

Moja interpretacja definicji szczęścia.
Jest dobrze. :-)

Składniki:

- 250g ryżu do risotto (Arborio lub Carnaroli)
- 50g masła
- 1 litr bulionu drobiowego lub warzywnego
- 1 cebula, drobno posiekana
- 1 kieliszek (ok. 100 ml) wytrawnego białego wina
- parmezan
- świeżo starty czarny pieprz
ewentualnie:
- szczypta szafranu
- dowolne dodatki: szparagi, grzyby, owoce morza, rozmaite warzywa i zioła

W płaskim, szerokim rondlu roztopić masło. Dodać cebulę i mieszać, aż do zeszklenia. Dodać suchy ryż i mieszać, aż stanie się przezroczysty. Wlać wino i poczekać, aż odparuje. Następnie dodać chochlę gorącego bulionu. Mieszać od czasu do czasu, dopóki ryż nie wchłonie całego płynu. Dopiero wtedy wlać kolejną porcję. Podobnie postępować z resztą bulionu, stopniowo, pilnując mieszania.
Risotto gotujemy ok. 25-30 minut, aby osiągnęło aksamitną konsystencję. Wybrane dodatki wrzucamy pod koniec gotowania. Przed podaniem koniecznie posypać parmezanem.


sobota, 21 maja 2011

sałatka korsykańska, czyli o granicach poświęcenia



Tak naprawdę nie wiem, czy ta sałatka jest zupełnie korsykańska. Jadłam ją jednak po raz pierwszy w korsykańskiej restauracji Paese w Krakowie. Stąd wyprowadziłam krótki wywód logiczny, że taka jest. ;-) Zresztą, mniejsza o to. Smakowała mi bardzo i postanowiłam odtworzyć ją w domu. Za drugim razem również była super. Dla mnie. :-D
Okazało się bowiem, że to pierwszy z moich kulinarnych popisów, na który Jędrek zareagował wyjątkowo mało entuzjastycznie... Zjadłam całą sama. Cóż, czasami zapominam, że nie każdy jest koneserem kiełków. ;-)
Pozdrawiam Cię Kochanie!

Składniki:

- sałata lodowa (bądź inna, mix różnych też będzie świetny)
- suszone pomidory w oliwie
- kiełki soi
- niebieski ser
- pestki słonecznika
- winegret

Sałatę porwać na kawałki, pomidory pokroić w paseczki, ser w kostkę/pokruszyć. Na suchej patelni uprażyć pestki. Posypać nimi całość. I jeszcze kiełkami. I polać winegretem. Wszystko w ilości dowolnej, jak lubicie. O ile lubicie. :-) Dla mnie cudo.

czwartek, 12 maja 2011

muffiny dla teściowej czyli Aniulla ekspresowo



Dzisiejszy wpis to bardziej pomysł niż przepis, ekspresowy jak samo wykonanie.
O muffinach pisałam już wielokrotnie, przepis podstawowy na czekoladowe ciasto możecie znaleźć np. tu (w tej sytuacji pomijacie oczywiście śliwki i piernikową przyprawę ;-)).
Reszta zaklęcia to polewa ze stopionej białej czekolady (rozpuszczonej koniecznie w kąpieli wodnej!) oraz połówka truskawki na czubku.
Całość można wyczarować w popołudniową godzinkę, po powrocie z pracy, i z dumą zanieść przewzruszonej już-prawie-tuż-tuż-teściowej na urodzinową herbatkę jeszcze tego samego wieczoru. Ogrom wywołanej radości jest niewspółmierny do włożonego wysiłku. Warto. :-)



Inspiracja: bliżej nieokreślony program na Kuchnia.tv widziany już dobrą chwilę temu.

środa, 4 maja 2011

szparagi pieczone w szynce, czyli witaj maj!



No dobra. Jest w nich coś. W tym roku wyjątkowo mi smakują!
Wiem, że gdzieś w Polsce pada śnieg (czy nawet już w Wolbromiu!:-P) i jest odrobinę zbyt zimno jak na maj. Jednak kilka popołudniowych promyków słońca tuż po wyjściu z pracy i drobne zakupy pod Halą Targową (pęczek zielonych szparagów, rabarbar, młode ziemniaczki i pomidory malinowe) zdecydowanie wystarczyły mi dziś do szczęścia. :-D
Wiosna była na talerzu.

Po raz kolejny inspirując się pomysłami Asi stworzyłam szybki i... wzruszający (mnie!) obiad. ;-)

Składniki:
- 14 zielonych szparagów
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 7 plasterków szynki parmeńskiej (lub innej szynki suszonej)
- tarty parmezan (ja pominęłam)
- listki świeżej bazylii

Dressing balsamiczny: (robiłam z połowy porcji)
- 6 łyżek dobrego octu balsamicznego
- 5 łyżek oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
- 1 łyżka soku z cytryny
- 1 łyżeczka cukru
- 2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu

Szparagom odłamać zdrewniałe końce i wyrzucić. Łodygi obrać na 1/4 wysokości od dołu, opłukać i osuszyć papierowym ręcznikiem. Wysmarować oliwą z oliwek i zawinąć ciasno w połowę plasterka szynki parmeńskiej.
Ułożyć w naczyniu żaroodpornym i piec przez około 15-20 minut obracając od czasu do czasu, aż szynka się zrumieni, a szparagi lekko zmiękną.
Przygotować dressing balsamiczny łącząc wszystkie składniki w słoiczku, potrząsając nim. Szparagi ułożyć na talerzach, polać dressingiem balsamicznym i posypać tartym parmezanem (niekoniecznie jak dla mnie) oraz, koniecznie!, posiekaną bazylią!

Tak przyrządzone szparagi są raczej lekką przekąską niż samodzielnym daniem, więc podałam je z ziemniakami pieczonymi z rozmarynem oraz sałatką z pomidorów.
(Najprostsza na świecie, najulubieńsza taty: Pokrojone w plasterki pomidory oprószyć delikatnie solą i obficie pieprzem, do tego drobno posiekana cebulka, oliwa i kilka kropli octu winnego).



Natomiast pozostałe resztki utworzyły cudowną sałatkę, pyszną i na zimno, i na ciepło. (Tu też koniecznie pamiętajcie o bazylii i dressingu!)



:-)

wtorek, 3 maja 2011

o rybnym mezaliansie w świąteczne popołudnie, czyli zapiekanka :-)



Zimne, mokre, szare niebo. Deficyt energetyczny.
Zamknięte sklepy. Szybki przegląd lodówki. Włączam tryb kreatywności.
Rozmrożona smętna sola i luksusowy wędzony łosoś obok. Razem? A dlaczego nie?
Zrównam ich status. ;-D Będzie zapiekanka.
Jeszcze tylko szybka konsultacja z ulubioną Kwestią Smaku i do dzieła.
Przepis jest fuzją kilku znalezionych na ten temat. Oto moja wersja. :-)

Składniki:

- 900 g filetów z soli (waga przed rozmrożeniem - to istotne, bo baaardzo różni się od tej po :-P)
- 100 g (kilka plastrów) wędzonego łososia
- 5-6 ziemniaków
- 300 ml mleka
- 1 liść laurowy
- 4 ziarenka pieprzu
- 1 mała cebula, pokrojona w cienkie plasterki
- łyżka masła
- łyżka mąki
- 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
- szczypta gałki muszkatołowej
- sól
- pieprz
- oliwa do posmarowania formy

Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Formę żaroodporną wysmarować oliwą.
Ziemniaki obrać i pokroić na cienkie plasterki. Włożyć do garnka z chłodną wodą, doprawić solą i zagotować. Gotować przez około 3 - 4 minuty, następnie odcedzić na sicie.
Na patelnię włożyć umytą solę i wlać mleko. Dodać liść laurowy, ziarna pieprzu, plasterki cebuli. Zagotować, zmniejszyć ogień, przykryć i dusić przez kilka minut. (Uwaga! Ryba łatwo się rozpada!) Zdjąć z ognia i zlać mleko do naczynia z miarką (pieprz i liście laurowe usunąć). W razie potrzeby dodać więcej mleka, aby otrzymać 300 ml płynu. Podzielić filety ryby na mniejsze kawałki.
Zrobić sos beszamelowy: Na małym ogniu w rondelku roztopić masło, dodać mąkę i ciągle mieszając gotować przez około 2 -3 minuty. Zdjąć z ognia i stopniowo wlewać 300 ml mleka, dokładnie mieszając. Postawić rondelek z powrotem na ogniu i ciągle mieszając gotować, aż sos zgęstnieje. Gotować przez kolejne 2 - 3 minuty, aż sos będzie gładki. Dodać natkę, gałkę muszkatołową, doprawić solą i pieprzem.
Rybę włożyć do naczynia żaroodpornego, na niej ułożyć kawałki wędzonego łososia. doprawić solą i pieprzem. Polać sosem beszamelowym.
Na wierzchu ułożyć plasterki ziemniaków, tak aby zachodziły na siebie. Ziemniaki posmarować roztopionym masłem lub oliwą i wstawić do nagrzanego piekarnika.Piec bez przykrycia przez 25-30 minut, aż ziemniaki będą ładnie zrumienione (choć czasami może być to trudne, szczególnie dla posiadaczy piekarników gazowych, bez opcji grzania z góry - patrz: mój przypadek ;-)).



Tak czy inaczej, obie wersje są pyszne z dowolną wariacją na temat zielonej sałaty.
Ach! Gdyby tak jeszcze znalazł się do tego kieliszek schłodzonego, białego wina...

niedziela, 1 maja 2011

śliwka, marcepan i czekolada, czyli wielkanocne reminiscencje



Znów zaniedbałam bloga. Mój mały głód urósł już chyba do niebotycznych rozmiarów... ;-) Cóż, trochę się działo, ale już wszystko pod kontrolą. Względną.
Stęskniona wracam z pomysłem na świąteczny mazurek, który - mówiąc nieskromnie - był tak fantastyczny, że nie zamierzam odkładać go na kolejny rok. Wystarczy zmienić tylko formę na ciasto i z tego samego przepisu powstanie obłędna tarta. :-)
Spód i kompozycja składników zaczerpnięta została od Komarki , ostateczne wykonanie jest jednak inwencją własną.
Zapraszam!

Mazurek vel Tarta "śliwka w czekoladzie"

kruche ciasto na spód:
- 125 g mąki pszennej,
- 125 g mąki krupczatki,
- 125 g masła,
- 1/2 łyżeczki soli,
- 1 jajko,
- 2 łyżeczki cukru pudru,

nadzienie:
- mały słoiczek powideł śliwkowych
- 150-200 g suszonych śliwek
- ok. 2 łyżki wódki (lub innego alkoholu)

masa marcepanowa:
- 125 ml wody
- 250 g cukru
- 250 g migdałów bez skórki - zmielonych
- sok z cytryny

polewa czekoladowa:
- 1 łyżka masła
- 1 łyżka cukru
- 1 łyżka kakao
- 1 łyżka mleka lub wody

do posypania:
- 50 g płatków migdałowych

Ze składników na ciasto szybko zagnieść gładką masę, uformować kulę i włożyć do lodówki na około 1/2-1 godziny. Rozwałkować i ułożyć w blaszce albo formie do tarty. Piec w piekarniku rozgrzanym wcześniej do temperatury 200 stopni około 15 minut, aż ciasto lekko się zarumieni. Ostudzić.
Do rondelka wlać wodę i cukier. Gotować na małym ogniu, aż powstanie syrop. Gdy przestygnie, utrzeć go z migdałami i sokiem z cytryny. Masę wyłożyć na przestudzony spód.
Na masę marcepanową wyłożyć powidło śliwkowe oraz suszone śliwki (pokrojone wcześniej w paseczki i namoczone w alkoholu).
Wszystkie składniki na polewę czekoladową włożyć do rondelka i rozpuścić na małym ogniu, nieustannie mieszając. Nie dopuścić do zagotowania!
Gorącą polewą polać mazurek/tartę i posypać uprażonymi płatkami migdałów.



P.S.1. Przepis wydaje się być czasochłonny, głownie ze względu na zabawę z masą marcepanową, ale można sobie znacznie ułatwić życie kupując gotowy marcepan.
P.S.2. Polewa czekoladowa pochodzi z zeszytu mojej babci i nieraz ratowała mnie w sytuacjach kryzysowych. Przepis jest bardzo prosty, a składniki zawsze dostępne w każdej kuchni. Polecam go więc szczególnej uwadze czytających. ;-)

Pozdrawiam też tym samym babcię Marysię, która w dzieciństwie śpiewała mi na dobranoc pewną kołysankę, a której nie mogę teraz przestać nucić!
"z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana..."

W gruncie rzeczy obecnie słucham podobnych w klimacie kołysanek. ;-)